niedziela, 10 maja 2015

Upragnione łzy.

   "Jeśli musisz, płacz - to dobrze wypłakać łzy do końca.
   Tylko wtedy wróci uśmiech"
                            
                        Paulo Coelho - "Być jak płynąca rzeka"

   Od pewnego czasu w moim sercu pojawił się ból. Wyjątkowo wredny, oporny i rozpychający moje wnętrze na wszystkie strony. Czułam się tak, jakbym miała w środku jakiś balonik, który jest bez przerwy pompowany i nie zamierza pęknąć. To okropne uczucie, bo ma się zwiększone poczucie beznadziejności, samotności oraz wszelkiego rodzaju bólu. Chciałoby się popłakać, ale nie można wykrzesać z siebie choć jednej łzy. Taki ból może zabić. Przychodzi nieproszony, wchodzi jak do siebie, bez pukania. Coś strasznego. Tak było do piątku.

   W piątek Jasiu pojechał do Wrocławia. Na wykłady i dodatkowo musiał załatwić ważną rzecz na swojej uczelni. Ja zostałam sama w domu. W piątek wieczorem dostaję SMS-a od Jasia "Pozdrowienia z Krakowa". Załatwił pozytywnie sprawę na Uniwerku i postanowił zrobić sobie jednodniową wycieczkę do Krakowa. Trochę Mu zazdrościłam tego wypadu, sama bym z chęcią pojechała, ale...

     Potem przysłał mi zdjęcie zrobione z pociągu Wyżyny Krakowsko - Częstochowskiej oraz Rynku Krakowskiego. I tutaj nastąpiło pęknięcie balonika. Łzy same się polały, bo od razu do mózgu doszła informacja, że JUŻ NIGDY z Krzysiem nigdzie nie pojadę. Zrobiło mi się tak strasznie żal. Tak, jak do piątku nie potrafiłam wydobyć z siebie choć jednej łzy, tak teraz lały się strumieniami. Czułam jak ból utkwiony, gdzieś na samym dnie serca, wydostawał się na zewnątrz.

   Jasiu chciał mi przesłać jeszcze kilka zdjęć, ale powiedziałam Mu, że pokaże mi w domu. Nie jestem pewna, czy zniosłabym tego więcej.

    Moje życie stało się jałowe. Nie mam nic. Jestem skazana na to, że Jasiu prześle mi zdjęcia lub u kogoś na FB zobaczę fotki z fajnej wyprawy. I nic poza tym. Muszę sobie z tym dawać rady.

  Piątkowe łzy były mi potrzebne, choć to bardzo bolało. Ale dzięki nim mogę "jakoś" funkcjonować.

                                 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz