piątek, 15 maja 2015

Majowa sałata.

"Wspomnienia ogrzewają człowieka od środka. Ale jednocześnie siekają go gwałtownie na kawałki".

        - Haruki Murakami - "Kafka nad morzem."

   Człowiek po sobie zostawia wspomnienia. Raz lepsze, raz gorsze, a czasami są tylko takie, które nie niosą żadnych zdarzeń. Są jedynie przypomnieniem o pewnych rzeczach, które ten ktoś bardzo lubił. Nachodzą gwałtownie, gdy się z nimi skonfrontujemy po raz pierwszy od śmierci kogoś bliskiego. Tak było wczoraj.

   Sałata. Cóż ma takiego w sobie, że wywołała u mnie tyle bólu? Zielone liście i nic poza tym. A jednak. 

   Postanowiłam zrobić do drugiego dania sałatę. Dodać rzodkiewkę, szczypiorek i wymieszać ze śmietaną. Gdy kupowałam w sklepie składniki, nie wiedziałam, z jakim przeciwnikiem będę musiała się zmierzyć. Nie zdawałam sobie z tego sprawy. Ale, gdy usiadłam przy stole i zaczęłam to wszystko kroić, nagle pojawiło się we mnie wspomnienie: "Boże, jak Gucio (Krzysia tak nazywałam i wciąż nazywam) bardzo lubił sałatę!" Pamiętam, gdy ją robiłam, to na zapas. Tak, aby mógł sobie wziąć w trasę. A zaraz za tym wspomnieniem, w sercu pojawił się ból. Z tęsknoty i rozpaczy, że JUŻ NIGDY swojemu Guciowi jej nie zrobię. To takie okropne i dołujące. 

   Tak samo miałam z deską do krojenia, która należała tylko do Krzysia. Załatwił sobie w jakiejś fabryce, gdy zawiózł tam towar. Często ją też używałam, gdy trzeba było coś gorącego postawić. Kawałek drewna. Nic wielkiego. A jednak, gdy pierwszy raz po śmierci Krzysia, jakiś czas temu, Jasiu ją użył, aby odłożyć gorący garnek, to momentalnie miałam ściśnięte gardło. Teraz, gdy patrzę na tę deskę, to za każdym razem dopada mnie nostalgia. 

  Takich rzeczy jest sporo. Nawet trudno mi w tej chwili sobie wszystkie przypomnieć. Ale z pewnością nie raz mnie jeszcze dopadną i wywołają ból. A na pewno najbliższa wiadoma "okazja" będzie w niedzielę, gdy będę robiła gołąbki. To Krzysiu zawsze wykrawał mi głąb z kapusty. Teraz będę musiała zrobić to sama.

   Na pewno jeszcze nie raz zrobię sałatę i gołąbki. Jasiu lubi, zresztą ja też. Poza tym, nie sposób uciec od wszystkiego, co wywołuje płacz i ból. Musiałoby się schować do ciemnej piwnicy. 

    Pytanie tylko - po co?

  

  

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz