Każdy organizm człowieka z biegiem lat się zmienia. Coś się pogarsza, coś się polepsza. Z niskociśnieniowca stałam się nadciśnieniowcem. To jednostka chorobowa, która mnie naraża na udar mózgu, tak samo jak Krzysia. Ale od początku.
Przez ostatnie dni przeżywałam koszmarny ból głowy. Jakiego dotąd w życiu nie miałam. Czułam, jakby ktoś rozsadzał ją od środka, a jednocześnie ściskał obręczą z zewnątrz. Migren nigdy nie miałam, na światło dzienne mogłam patrzeć, więc pomyślałam sobie, "No tak, Gucio stęsknił się za mną, pewnie w środku mi coś popęka i dostanę udaru". Byłam naprawdę przerażona. Trochę to dziwne, bo gdy dostaję napadu kryzysu, to pragnienie mam zupełnie inne. Mianowicie chcę, aby Krzyś mnie zabrał do siebie.
Zaczęłam więc powtarzać, że jeszcze nie czas na spakowanie swojej życiowej walizki. Że jeszcze nie jestem gotowa. Wystarczy już, że Jasiu stracił Ojca. Nie może stracić Matki. Nie teraz. Założy swoją rodzinę, usamodzielni się i wtedy będę mogła spokojnie odejść.
Jednocześnie zastanawiałam się, że być może to nie udar. Może jakiś podstępny "intruz" mi zaszkodził, że tak fatalnie się czułam. Podejrzenie padło na krem do twarzy. Jestem alergiczką i być może to on spowodował taką reakcję. A te bóle zaczęły się od dnia zastosowania tego kremu. Ale to dopiero przypomniałam sobie po trzech dniach. Co prawda, producent napisał, że do skóry wrażliwej, ale papier ponoć przyjmie wszystko. Krem zawierał złoto, diamenty i platynę. I być może jakieś salicylany, których nie mogę stosować. Wczoraj go odstawiłam i już było o wiele lepiej. Dzisiaj mnie tylko leciutko pobolewa. Prawie niezauważalnie.
Niby nic wielkiego, taki krem do twarzy, a potrafi człowieka w chwilach podejrzenia najgorszego zdarzenia, postawić w stan obrony przed własną śmiercią. Pewnie aż do następnego kryzysu emocjonalnego.
Niewykluczone też, że gdybym nie przestała stosować tego kremu, faktycznie mogłoby się to skończyć fatalnie. I nie byłby to udar.

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz