W życiu każdego człowieka są takie momenty, gdy podczas żałoby, od samego początku, spotyka się na swojej drodze ludzi, którzy wyciągają pomocną dłoń. Choćby najmniejszy gest sprawia, że nie jest się całkowicie opuszczonym. Co prawda, tej pustki w środku, nikt i nic nie jest w stanie zastąpić, ale dzięki temu poczujesz się choć trochę lepiej.
Od samego początku, gdy z moim Synem, Jasiem dowiedzieliśmy się o wylewie Krzysia, zostaliśmy "przytłoczeni" dobrocią innych ludzi. Tyle wsparcia, współczucia i bezinteresownej pomocy...Tyle osób modliło się o Jego powrót do zdrowia.
W klinice spotkałam przyjaznych lekarzy, pielęgniarki, księdza, który bardzo pomógł. W pamięci zostaną mi dwa przypadki. Pierwszy, gdy musieliśmy zostać na noc, zaopiekowała się nami Pani Cornelia. Pracuje w klinice i pełni tam taką rolę duchową. Przenocowała nas u siebie w domu, poczęstowała śniadaniem. I to wszystko za darmo! Nam, obcym ludziom, dała klucze do swojego mieszkania, bo nie było wiadomo, o której wrócimy z kliniki.
Drugi przypadek, to pewna lekarka. Gdy wychodziliśmy już po ostatecznym pożegnaniu się z Mężem, a było to bardzo późno w nocy, chcieliśmy sobie coś kupić do jedzenia. Z automatu, oczywiście. Syn poszedł do lekarza spytać się, czy nie ma czasami rozmienić 20 €. Gdy wyszedł od Niego, podbiegła do nas młoda lekarka i wcisnęła Jasiowi około 30 €. Byliśmy tym faktem bardzo zaskoczeni. Po przybyciu do mieszkania Pani Cornelii, zastaliśmy przygotowane posłanie oraz owoce i soki.
Mówiąc o wsparciu, nie mogę zapomnieć o ludziach, których zapoznałam na jednym z serwisów społecznościowych, na Twitterze. Mogłabym wymienić wiele osób. Ale to, że teraz jakoś funkcjonuję i jeszcze nie zwariowałam do tej pory, zawdzięczam dwóm osobom. Oli i Gieniowi. Okazali się prawdziwymi Przyjaciółmi. Nie zostawili mnie samej. Nie bali się do mnie podejść. Dużo ze mną rozmawiali. Mogłam i wciąż mogę wyrzucić z siebie to, co mnie boli i co dołuje. Takich ludzi jak Oni chciałoby się spotykać na swojej drodze życia. Można Ich porównać do światełka w ciemnym tunelu, bez którego pogubisz się w tych ciemnościach. Dziękuję Kochani, że jesteście.
I szkoda tylko, że pośród tych wszystkich osób zabrakło pomocnej dłoni mojej siostry, która chyba nie rozumiała tego, co przechodzę. Która kazała pogodzić mi się z wolą Boga. Niestety, Siostro, nie pogodziłam się.

Wiem jakie to przykre. Mam podobne doświadczenia...
OdpowiedzUsuńPrzykro mi :(
UsuńA tak na marginesie ktoś usunął nasze posty na ABC zdrowie i nie zdążyłam sobie poczytać Twojego bloga.