Najgorszą częścią żałoby jest to, że nie można jej kontrolować. Każdy etap to wyboista droga, pełna cierni i zakrętów. Wciąż natrafiam na nowe przeszkody. Tym razem pojawił się lęk.
Jako dziecko bałam się ciemności. Gdy zabrakło prądu, przyjaciółka z sąsiedniego bloku biegła do mnie, jeśli wiedziała, że jestem sama w domu. Jakoś ten lęk przezwyciężyłam. Nawet nie wiem kiedy. Później, gdy w lesie, nad jeziorem, piorun uderzył obok mnie, panicznie zaczęłam bać się burzy. Niestety, ten strach wciąż trwa. I najbezpieczniej wówczas czuję się w domu.
Gdy pobraliśmy się z Krzysiem, On nie zaczął od razu jeździć ciężarówkami w trasy międzynarodowe. Najpierw była to komunikacja miejska. Zawsze pojazdy prowadził bezpiecznie, ale słyszałam o wypadkach kierowców, którzy mieli wieloletnie doświadczenie w zawodzie. Też się trochę bałam.
Kiedy trafił do transportu międzynarodowego, to początki były okropne. Bałam się każdego dnia. Zachodnie autostrady, to nie to, co polskie. Non stop ruch. W dzień i w nocy. Wystarczy chwila nieuwagi, aby sobie i komuś narobić problemu. Krzyś nawet nie mówił mi o tym, gdy jeździł w nocy. Bo wiedział, że spanie będę miała z głowy. Przez te wszystkie lata zahaczył tylko jedną skrzynkę elektryczną. To potem przez pewien okres czasu ze strachem odbierałam od Niego telefon. Trwało jakiś czas, zanim obawy minęły.
Ktoś by powiedział : "No to teraz, nie musisz się niczego obawiać". Niestety, wolałabym się dalej bać o Krzysia. Bo oprócz wielkiej tęsknoty za Nim, zaczęłam bać się panicznie innych rzeczy.
Boję się o Jasia. Że Mu się coś złego stanie. Boję się nawet tego, że się boję. Obawiam się każdego wypowiedzianego czy też napisanego słowa. I tego też się boję. Żeby nie kusić losu czy kogoś tam, kto rządzi tym wszystkim. Żeby nie wywoływać wilka z lasu.
Lekarze nazywają to napadami lękowymi. Ostatnio w TV natknęłam się na ciekawą rozmowę z psychologiem. Stwierdził On, że takie napady lękowe występują w PTSD, czyli zespół stresu pourazowego. Nie dotyczy tylko osób, które przeżyły wojnę (weterani), gwałt czy inną katastrofę. PTSD dotyka osób, które silnie przeżywają stratę bliskiej osoby, najczęściej nagłą stratę.
Z takim ogromnym lękiem jeszcze się nie mierzyłam. To jest coś, czego na razie nie potrafię ujarzmić. Być może powinnam udać się na jakąś psychoterapię. Ale znam siebie. Muszę do siebie dotrzeć sama. Do swojego umysłu. Muszę go jakoś przekonać, wskazać przykłady, że się myli. Mam dość dziwnych koszmarów sennych, które pojawiają się coraz częściej. Wiem, że jak tego nie ogarnę, to w końcu rozpadnę się jak domek z kart.

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz