Nastała cisza. Jak kiedyś lubiłam sobie w ciszy posiedzieć, tak teraz
zaczęła mnie irytować. I ten leżący na stole telefon... Mam ochotę nim
rzucić o ścianę. "Dlaczego milczysz?", "Dzwońże do cholery!". Niestety,
ten który powinien zadzwonić już nigdy tego nie zrobi. "A może to był
tylko sen?" "A może to nie był On, tylko ktoś inny?"
Sprawdzam kolejny
raz zdjęcie, które zrobiłam Mężowi w klinice. Żadnych złudzeń. Syn zajął
się organizacją pogrzebu, innymi formalnościami i zakupami. Stwierdził,
że w ciągu kilku dni dorósł o kilka lat. Ja nie miałam siły. Zadzwonili
z pracy Męża, że trzeba odebrać Jego rzeczy z ciężarówki. Ciuchy,
jedzenie, podręczne
rzeczy... Dziwne uczucie. Jakieś takie nierealne. Nie miałam odwagi
wyjrzeć przez okno, aby zobaczyć moment wypakowywania tego wszystkiego z
naszego auta. Kazałam to zanieść do piwnicy.
Na drugi dzień zauważyłam
na wieszaczku przy drzwiach blaszany krzyżyk. Coś mnie w gardle
ścisnęło. Wrócił bez właściciela. I został powieszony w miejscu, w
którym zawsze wisiał, gdy Krzyś był na urlopie lub na zwolnieniu
lekarskim. Miał go przy sobie w ciężarówce. Miał Go chronić. Nie
ochronił.
Sam pogrzeb, o dziwo, zniosłam w miarę dobrze. Dostaliśmy mały
relikwiarz z prochami. Postawiliśmy go nad telewizorem. Nie byłam na
prochach. Od samego początku chciałam przeżywać żałobę w sposób
naturalny. A za dwa tygodnie miały nastać pierwsze Święta Bożego
Narodzenia bez mojego Ukochanego. Jakże miałam się z nich cieszyć, gdy
brakło najważniejszej osoby? Nic nie chciałam na nie przygotowywać.
Jednakże chyba lepiej zjeść jako taką kolację wigilijną niż siedzieć
przygnębionym i jeszcze bardziej się pogrążać. Choinki nie było. Na
dzień przed Wigilią przyszedł list z Niemiec. Z Centrum
Transplantologii. Postarali się i był przetłumaczony od razu na język
polski. Choć na trochę nam się świat rozjaśnił. Niestety w czasie
kolacji wigilijnej pusty talerz przypomniał o tym, że Kogoś brakuje.
Jadło się ją z tzw. "kluską w gardle".
A po Świętach przyszedł Sylwester
i wkroczyłam w Nowy Rok z pustymi rękoma. Bez planów i marzeń. Kompletnie bez celu.

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz