Marek Grechuta śpiewał "Wiosna, wiosna! Wiosna, ach to Ty!" Nie przepadam za tym wykonawcą, ale tę piosenkę lubię. Poprawka. Lubiłam. Dlaczego? Ano z powodu wiosny, którą uwielbiałam. Tę żywą zieleń trawy, kwitnące kwiaty, krzewy i drzewa. Powracające ptaki z zagranicznych wędrówek i te, które zostały w kraju, radośnie śpiewając, oznajmiają, że otaczający świat budzi się do życia.
Obecnie fakty są takie, że z chęcią bym zlikwidowała tę porę roku. W promocji do kompletu dorzuciłabym jeszcze lato. Ktoś powie, że przesadzam, że się nad sobą rozczulam. Jeśli tak, to niech tak sobie myśli. Fakty mówią same za siebie. A jakie one są?
Ten, kto mnie zna, dobrze wie, że w życiu lekko nie mam. Jako osoba niepełnosprawna, poruszająca się o kuli, która daleko nie może sama chodzić, więcej czasu spędzałam w domu niż na powietrzu, wiernie czekając na przyjazd Krzysia. Owszem, zdarzały się samotne weekendy, gdy był w trasie. Wtedy zaciskałam zęby (z racji swojej upartości) i mimo fizycznego bólu, szłam na krótki spacerek, aby potem z przejęciem opowiedzieć Mu, co robiłam i gdzie byłam. Zawsze martwił się o mnie, żebym się nigdzie nie przewróciła.
Gdy przyjeżdżał do domu, zawsze gdzieś jeździliśmy. Najchętniej nad Odrę i do Parku Krasnala, do zwierzątek. W zeszłym roku byliśmy nad jeziorem, a na ten rok mieliśmy zaplanowaną podróż w Tatry i spływ Dunajcem.
Co mi z życia pozostało, to tylko wyjście do pobliskiego sklepu, wyjazd na cmentarz i wizyta raz w tygodniu u mojej mamy, chorej na Alzheimera. Takie są fakty, tak wygląda teraz moje życie. Nie potrafię cieszyć się ze słońca, z tego, że dzień coraz dłuższy. Wręcz przeciwnie. Piękna pogoda mnie przytłacza. Gdy ostatnio byłam na cmentarzu, a ptaki świergotały i słychać było stukanie dzięcioła, łza zakręciła się w oku, bo wiem, że coś bezpowrotnie minęło.

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz