Postanowiłam wczoraj pójść na kijki inną trasą. Wybrałam park. Zdawałam sobie sprawę z tego, że nie będzie to proste. Mój ostatni wspólny spacer z Krzysiem był właśnie do parku. Tyle, że było to na jesieni. Tuż po mojej operacji.
Dokładnie pamiętam tamten spacer. Praktycznie liście już wtedy opadły z drzew, ale były jeszcze na trawie, starannie pograbione. Chciałam zrobić zdjęcie, znalazłam 3 najpiękniejsze liście i ułożyłam je na krzaku. Po jakimś czasie, na zrobionej fotografii, zauważyłam, że jeden z nich samoistnie opadł na dół. Nie wiedziałam, nie przypuszczałam, że to może mieć jakieś znaczenie. Teraz widzę, że coś musiało w tym być.
Idąc wczorajszego dnia do parku czułam jak mi bardzo mocno serce bije. I to wcale nie było związane z wysiłkiem. Pomimo, iż coś we mnie mówiło, "nie idź, bo będziesz cierpiała", nie posłuchałam i brnęłam dalej. Gdy przekroczyłam jego próg, nogi zrobiły mi się jak z waty, w gardle poczułam ucisk, ale dałam radę. Musiałam przysiąść na ławeczce, nie zawróciłam się z powrotem do domu. Siedziałam tak na niej przez chwilę i z tęsknotą wypatrywałam tej ostatniej naszej wspólnej chwili. Wypatrzyłam, ale w swojej wyobraźni. Gdybym tylko mogła cofnąć czas...
Wtedy była jesień, teraz roślinność budzi się do nowego życia. Inny klimat, inne widoki. Pospacerowałam trochę po parku, nawet zrobiłam kilka fotek. Emocje były we mnie tak duże i z tak wielkim przejęciem wracałam do domu, że postanowiłam się wybrać dzisiaj do Zamku na wernisaż naszej lokalnej malarki. Ale wczorajsze emocje opadły, a dziś zagościł kryzys i nie poszłam.
Tak to teraz wygląda moje życie. Podejmuję wyzwanie, myślę, że jest w porządku, a potem okazuje się niewypałem. Przynajmniej na razie.
Nie wiem, czy podejmę kolejną próbę pójścia do parku. Może za jakiś czas, a może nie.
Kiedyś była taka piosenka "Szanujmy wspomnienia". Piękne słowa, tylko, że jak na razie, to one bolą i wywołują łzy.

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz