Wielki Piątek. Dzień, w którym obchodzimy pamiątkę ukrzyżowania Chrystusa. Swój krzyż dźwigam już bardzo długo. Nie mam na myśli swoją chorobę, bo do tej już przywykłam. Ból fizyczny jest pestką w porównaniu do straty Krzysia. Jednakże nie wiem, dokąd ta moja droga krzyżowa mnie zaprowadzi.
Zaczęłam ostatnio czytać książkę. Niewiele czytuję, ale ją zachwalali w internecie. że pomogła wielu ludziom, którzy przeszli żałobę. Nie skończyłam czytać, bo zauważyłam, że zaczyna mnie ściągać na dół. Jednakże kilka przemyśleń autora jest mi bardzo bliskich, głównie w odniesieniu do Boga.
"Ale zwróć się do Boga w rozpaczliwej potrzebie, kiedy wszelka inna pomoc zawodzi - z czym się spotykasz? Z drzwiami zatrzaśniętymi przed nosem, zaryglowanymi od wewnątrz. (...) Możesz śmiało odejść. Bo im dłużej będziesz czekał, tym cisza będzie się stawała coraz głębsza. (...) Dlaczego On jest z nami w chwilach szczęścia, a nie przychodzi z pomocą w nieszczęściu?"
"Prędzej czy później muszę postawić sobie to pytanie. Jaki mamy powód poza własnym pragnieniem, by wierzyć, że Bóg jest - według naszych kryteriów - dobry? Czyż cała prima facie oczywistość nie sugeruje czegoś wręcz odwrotnego? Co możemy jej przeciwstawić?"
Często się zastanawiam, dlaczego dobrym lub wierzącym ludziom Bóg podkłada nogę? Dlaczego spotykają ich dramaty i tragedie? Po to, aby sprawdzić ich wiarę? Przecież ponoć jest Wszechwiedzący i Wszechmogący. A jeśli tak, to doskonale wiedział, że upadnę w tej wierze. Zapewne nie ja pierwsza i nie ostatnia. Bo czyż mogę zwrócić się do Niego z prośbą, aby mi pomógł w tym trudnym czasie? Przecież już raz się odwrócił do mnie plecami. W momencie, kiedy potrzebowałam Go najbardziej, nie odpowiadał.
Wielki Piątek to zawsze był dzień powrotu Krzysia z trasy do domu. Praktycznie przyjeżdżał w nocy z czwartku na piątek. Piekło się ciacho, robiło się zakupy, szło się do kościoła. Skończyło się!
Wczoraj na niemieckiej autostradzie zdarzył się tragiczny wypadek, w którym zginęło dwóch Polaków. Jechali do domu na Święta, aby ze swoją rodziną przeżyć radośnie Wielkanoc. Niestety, nie dano im takiej możliwości. Zamiast radować się ze Zmartwychwstania Pańskiego, rodziny będą płakać i rozpaczać. A niektórych wiara, tak jak moja, legnie w gruzach.
C.S. Lewis w książce "Smutek" napisał "(...) Ale nie mówcie, że religia daje pociechę, bo zacznę podejrzewać, że nic nie rozumiecie".
Autor miał pełne prawo do takiego stwierdzenia. Stracił żonę, którą bardzo kochał. Tak jak i ja straciłam Krzysia. I wiele innych osób stwierdza dokładnie to samo.
Nie wiem, czy kiedykolwiek zmieni się moje nastawienie do wiary w Boga. Wiem natomiast, że w dniu śmierci Krzysia, krzyczałam w myślach za ukrzyżowanym Chrystusem "Boże mój, Boże! Czemuś mnie opuścił?" I trwa aż do dziś.

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz