środa, 15 kwietnia 2015

Utracona pasja, niespełniony plan.

  15 kwietnia 2015 roku. To miał być piękny i radosny dzień. Pełen pozytywnych wrażeń i emocji. Dzisiaj miałam obudzić się, a praktycznie mieliśmy obudzić się we trójkę, w hotelowym pokoju w Warszawie. Planowaliśmy wyjazd do stolicy, aby wziąć udział w fantastycznym wydarzeniu. Wrestlerzy i divy z WWE w tym okresie odbywają tour po Europie. Dzisiejszego dnia są w Warszawie. 

  Już raz byliśmy na takiej gali. 3 lata temu, w Gdańsku. Jakaż to była frajda i przeżycie zobaczyć na żywo swoich ulubionych zawodników w ringu. Ileż było emocji, dopingowania, skandowania. 10 tys. ludzi w różnym wieku. Od małych dzieciaków aż do dojrzałych ludzi. Część przychodziła z transparentami, w koszulkach swoich ulubieńców. Gdybym miała porównać tę imprezę do innych imprez, porównałabym do meczu siatkówki w Polsce. Prawdziwy rodzinny piknik. Tego po prostu nie da się opisać słowami. To trzeba przeżyć osobiście. Niestety, to już przeszłość. Wspaniała przeszłość, która już nigdy nie powtórzy się w moim życiu, a na samo wspomnienie pojawiają się łzy w moich oczach.

  Wrestlingiem zainteresowałam się praktycznie przez przypadek. To było lato 2011 roku. Którejś niedzieli, gdy robiłam sobie popołudniową kawę, a Krzyś przeskakiwał programy w TV, na chwilę zatrzymał się na pewnym kanale sportowym. Usłyszałam fajną dyskusję i poszłam zobaczyć, co to takiego? Spodobało mi się, Krzysiowi również. W międzyczasie były jakieś walki, do których były włączone również efekty akrobatyczne.

  Nie mogłam doczekać się kolejnego odcinka. Wrestling tak zawładnął moim sercem, że postanowiłam, iż będę go śledziła na bieżąco. W TV był z 4 tygodniowym opóźnieniem. Więc co tydzień zarywałam noce, a niekiedy 2 noce pod rząd i oglądałam na żywo przekaz przez internet, jednocześnie zdając relację na Twitterze. Nawet, dzień przed wylewem Krzysia wykupiłam sobie telewizję WWE Network, aby mieć dobrą jakość oglądania.

   I przyszedł moment, gdy ta moja pasja legła w gruzach. Wystarczyła jedna chwila, aby to, co kochałam robić, nagle przestało się dla mnie liczyć. Jakby ktoś wziął gumkę i jednym szybkim ruchem to wszystko wymazał. Bez porozumienia ze mną. 

   Nie wiem, czy kiedykolwiek wrócę do tej mojej pasji. Jasiu uważa, że tak. Tylko, że musi upłynąć jakiś czas. Twierdzi, że jeszcze kiedyś pojadę na taką imprezkę dla fanów WWE. Że oboje pojedziemy. I może znowu będzie to Gdańsk? "W takim hołdzie dla Taty." No nie wiem...

 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz