wtorek, 28 kwietnia 2015

Powrót traumatycznego listopada.

   Wczoraj wieczorem dostałam SMS-a od Jasia, że nasza "kolasa" (czyt. nasze autko) znowu nawaliła. I to w poniedziałek! Jestem trochę przesądna i martwię się, żeby ten poniedziałkowy pech nie ciągnął się przez cały tydzień. Ale jestem dobrej myśli, że to taki jednorazowy wybryk. Miała prawo zastrajkować, bo ma już swoje lata.

   Z tej okazji kupiliśmy sobie dobre czerwone winko, a wiadomo, że przy alkoholu człowiek staje się bardziej wylewny i chętny do zwierzeń.

    Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy istnieje coś takiego, że życie zatoczyło koło? Wiele na to wskazuje, że tak. Podzieliłam się z Jasiem swoimi spostrzeżeniami. 

    Był listopad 1990r. Rok po naszym ślubie. Byliśmy z Krzysiem na weselu u Jego siostry. Raczej było to przyjęcie, bo odbywało się ponad miesiąc od śmierci mojej teściowej. Krzyś bardzo kochał swoją mamę, był z Nią emocjonalnie związany. Chyba aż za bardzo. Nie, nie był maminsynkiem i nie był Jej oczkiem w głowie. Nie potrafię tego wyjaśnić. Ale na tym przyjęciu weselnym stało puste krzesło, które było przeznaczone właśnie dla teściowej. Znajdowało się po przeciwległej stronie stołu i Krzyś w pewnym momencie poszedł tam usiąść. Że niby pogadać ze swoim bratem.

   Zapytałam się wczoraj Jasia, co On o tym myśli? Wziął część papierów, które na początku dostaliśmy z kliniki, spojrzał na nie i z przejęciem powiedział "To niesamowite. Aż nie chce się wierzyć". Chodziło Mu raczej, że trudno jest w to uwierzyć, że Krzysia nie ma już z nami. Zobaczyłam na Jego twarzy takie "przybicie". Opowiedział mi, że pamięta jak dostał ode mnie SMS-a i czuł, że najpierw musi skończyć rozmowę z klientem przez telefon. Gdy go odczytał, to miał mroczki przed oczami. Ja Mu opowiadałam moją rozmowę z Panią doktor, która poinformowała, co tak dokładnie się stało. Ustaliliśmy, że jak zbierzemy pieniążki na nowy używany samochód, to pojedziemy do Gery. Posiedzimy na ławeczce, odwiedzimy Panią Cornelię i ks. Darka. 

   Życie pisze dziwne scenariusze. Jasiu w zeszłym roku rozstał się ze swoją dziewczyną i wrócił do domu. Wczoraj Mu powiedziałam, że gdyby dalej mieszkał we Wrocławiu, to nie wiem, jakbym sobie dała rady? Czy tak to się potoczyło, abym sama w domu nie została? W Wigilię 2013r., gdy Krzyś miał mi składać życzenia na przyszły 2014r., stanął przede mną i nie wiedział, co ma powiedzieć. Jakby był niemową. Jest jeszcze więcej tych spostrzeżeń. Na kilka dni przed wylewem Krzysia, gdy na Twitterze rozmawiałam z taką Ewą, napisałam Jej pewne zdanie. "Wcześniej czy później życie zatacza koło". To było w takiej żartobliwej rozmowie, ale być może moje słowa były prorocze. 

   Myślę, że zbieżność dat śmierci Krzysia i ślubu Jego siostry nie jest przypadkowa. Umarł dokładnie na to samo i w tym samym wieku, co Jego mama.

   Cieszę się, że wczoraj zaczęłam ten temat rozmowy. Pomimo, że to był powrót traumatycznego listopada, to warto było. Prowadzona w smutnym tonie i z widoczną tęsknotą za Krzysiem, nie wywołała u nas gwałtownego płaczu, ale pozwoliła powrócić na spokojnie do tych strasznych dni. 

   Chyba po raz pierwszy od 5 miesięcy.

  

 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz