Dawno, dawno temu... Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami...
Bajki czytane dzieciom przez rodziców są nasycone optymizmem. Zło przegrywa, a dobro wygrywa. Pojawiają się dobre czarodziejki, które jednym czarodziejskim ruchem, przemieniają nieszczęście w coś wspaniałego. A gry komputerowe? Tam każda pozytywna postać ma kilka żyć. Niestety, bajki nie są odzwierciedleniem tego, co przeżywamy w realnym życiu, a dobry Człowiek nie ma kilka żyć. I dopiero się o tym przekonujemy, gdy dopada nas tragedia i nic nie możemy na to zaradzić.
Pokonując swoją trasę na kijkach, przechodzę obok placu zabaw. Dzieciaki takie rozradowane i beztroskie. W sumie, też kiedyś taka byłam. Zastanawiam się, czy one wiedzą o tym, że każda chwila przybliża je do śmierci? Czy w ogóle wiedzą, że istnieje coś takiego jak śmierć? Być może, te moje myśli są nie na miejscu, a być może to normalne przy tych przeżyciach.
Ze śmiercią po raz pierwszy, tak naprawdę, to zetknęłam się pracując w szpitalu. I pomimo, iż wiedziałam o jej istnieniu, to o niej nie myślałam. Zazdrościłam i wciąż zazdroszczę parom, które przeżyły ze sobą aż do sędziwego wieku. Też tak chciałam. Zestarzeć się razem z Krzysiem, doczekać się wspólnie zakończenia studiów Jasia, a potem wnuków.
"Żyli długo i szczęśliwie" - to nie jest moja bajka. 25 lat wspólnego życia, które przeżyłam z Krzysiem, to stanowczo za krótko. Nie odwiedziła mnie dobra wróżka z czarodziejską różdżką, nikt nie pokazał, gdzie mogę ją znaleźć. Miejsce, gdzie mogłabym dostać pomoc, też mnie zawiodło.
Tak, marzę o czarodziejskiej różdżce. Wykorzystałabym ją w dobrym celu. Tylko, gdzie ją znaleźć? W baśniach, bajkach, bajeczkach. W idealnym świecie, który nie istnieje.

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz