W piątek zapowiedzieli ładną pogodę. A ja spojrzałam na okna w mieszkaniu i stwierdziłam, że czas najwyższy je umyć. Jasiu miał weekend wolny, więc bardzo mi pomógł. Nie myliśmy ich od... To było jeszcze przed śmiercią Krzysia. Czy w ciągu tych kilku miesięcy miało to dla mnie jakieś znaczenie, że okna są brudne? Nie. Ale, gdy słońce zaczęło mocniej przygrzewać, dopiero zauważyłam, ile kurzu na nich. O firankach i zasłonach już nie mówiąc. Hm, zastanawiam się, czy gdybym nie była alergiczką, to czy fakt brudnych okien przeszkadzałby mi? Chyba dzięki temu, wpuściliśmy trochę światła do mieszkania.
Pamiętam sprzeczki z Krzysiem, gdy zarządzałam mycie okien. Zawsze powtarzał, że "przecież jeszcze przez nie widać". Potem w trakcie mycia, przyznawał mi rację. W końcu. po którymś razie mówiłam do Niego, "nie kłóć się ze mną, bo i tak w końcu te okna się umyje, a niepotrzebnie straci się energię na coś innego". Więc potem, gdy rzucałam hasło "Okna", mówił, "No, jak trzeba, to trzeba". Mężczyźni mają jakąś awersję do tej czynności. Wolą odkurzyć całe mieszkanie, niż umyć okna.
Kilka dni przed weekendem, zaczęło mi chodzić po głowie, aby obejrzeć sobie w TV galę PPV WWE Wrestlemania XXXI. To najważniejsze i największe wydarzenie dla fanów wrestlingu. Można ją przyrównać do wisienki na torcie. Prawdziwy rarytas. Są inne gale, ale ta jest najważniejsza. To na nią fani czekają z utęsknieniem cały rok. Ja też tak miałam. Aż do śmierci Krzysia.
Dziwnie się czułam ją oglądając. Miałam wrażenie, jakbym znalazła się w jakimś nieznanym świecie. Na początku łzy mi się zakręciły w oczach, bo Krzyś nie może tego oglądać. Nie wiedziałam, o co im tam w walkach chodzi. Było to dla mnie kompletnie obojętne, kto wygra, a kto przegra. Dopiero po kilku walkach, zdobyłam się na odrobinę emocji. Jednakże nie bardzo mnie interesuje, jak potoczą się dalsze losy zawodników.
Wrestlingu nie oglądałam od 5 miesięcy. Nie tęskniłam za nim i nie interesowało mnie to. Nie wiem, dlaczego go włączyłam. Po to, żeby mieć dzisiaj kaca moralnego? Że ja oglądałam, a Krzyś nie, bo nie żyje? Że pozwoliłam sobie na odrobinę rozrywki sportowej w tych szarych dniach? A może to Krzyś mi podszepnął tę ideę? Czy mam tak sobie tłumaczyć, aby poczuć się lepiej? Nie wiem. Tak naprawdę, nikt tego nie wie. Wiem tylko, że to był pierwszy "taki" weekend od śmierci Krzysia.

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz