poniedziałek, 6 lipca 2015

Wizyta u prawnika.

  Postanowiłam, że wreszcie wezmę się za sprawy, które mają na celu wyjaśnić, czy wylew Krzysia był wypadkiem przy pracy, czy też nie.

  Znalazłam kancelarię adwokacką, umówiłam się na spotkanie. Na dzisiejszy dzień. Już jestem po.

  Pojechałam z całą dokumentacją, jaką posiadam. Pan mecenas okazał się być bardzo miłym i kontaktowym człowiekiem. Niestety, nie dał mi jednoznacznej odpowiedzi. Musi to wszystko sobie na spokojnie przejrzeć. Umówiliśmy się na najbliższy czwartek.

  Opowiedziałam Mu wszystko, co wiem. O przebytej czerwcowej koronarografii, o tym, że nie jestem pewna, czy Krzyś powinien wykonywać dalej tę pracę, o stresie i jeszcze wiele innych sprawach.

  Najgorsze w tym przypadku jest to, że kabiny ciężarówek nie są monitorowane. Bo tak naprawdę nie wiadomo, co się dokładnie stało, że zostały uszkodzone te naczynia w mózgu. Wiadomo, że nagły wzrost ciśnienia to spowodowało. Ale jaki czynnik miał na to wpływ, pozostaje tajemnicą. To mogło być wszystko, np. schylenie się, kichnięcie, nagłe zdenerwowanie się niekorzystną sytuacją na drodze i wiele innych możliwości. Gdyby Krzyś miał wypadek, w wyniku którego doznałby obrażeń mózgu, sytuacja byłaby jasna, a tak to tylko domysły i przypuszczenia.

  No nic. Trzeba uzbroić się w cierpliwość i poczekać do czwartku. Pan mecenas jest kształcony w dziedzinie prawa pracy, więc z pewnością da mi klarowną odpowiedź i ewentualnie poprowadzi sprawę. 

  Tak więc, byle do czwartku.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz