"Byłem też na dworcu kolejowym - tam byłem 1 godz. Lubię patrzeć z tęsknotą na pociągi i wierzę, że i mój pociąg przyjedzie jak przyjdzie czas i zawiezie mnie do mojej Pciółki."
Autor: Gucio (Krzyś), 21 września 2014r.
Nie znałam tego wpisu do kalendarza. Jak mogłam go przeoczyć? To pewnie przez tę moją operację. Dużo bieganiny, załatwiania, wiele stresu z powodu przełożonych Krzysia, którzy "umilali" Jemu życie.
Krzyś prowadził kalendarze od wielu lat. Zebrała się niezła kolekcja, która stoi na półce w dużym pokoju. Zapisywał różne rzeczy: temperaturę, co na obiad, co robił, itp. Zawsze, gdy wracał z trasy, to mówił: "Masz Pciółka, poczytaj sobie." Czasem były to śmieszne rzeczy, z których się razem śmialiśmy i długo wspominaliśmy. Ostatnimi czasy, to jakby nie chciało Mu się już codziennie pisać. A jeśli już, to były takie smutne wpisy. Zwłaszcza na kilka dni przed wylewem. Teraz wydaje mi się, że Krzyś miał depresję. Przypuszczam, że to z powodu statyn, które lekarze niepotrzebnie przepisali, aby obniżyć cholesterol, który nie był zawyżony.
Kilka dni po w/w wpisie Krzyś miał sen. Nawet mi o nim opowiadał. Znalazł się w odrzutowcu, obok jakiegoś śniadego człowieka, który powiedział: "Czas ogrzać stare kości, lecimy na Bermudy". Ale Krzyś nie doleciał, zostawili Go. Bermudy są nazywane rajską wyspą. Myślę, że ten wpis i sen są ze sobą powiązane. Dostał w tym śnie jakby odpowiedź na swoją tęsknotę i swoje marzenie. Dla Krzysia rajem było to, aby na stałe wrócić do domu, w którym z utęsknieniem czekałam na Niego. Nie dane Mu było. Nie dane nam było cieszyć się swoją wspólną stałą obecnością każdego dnia. Zastanawiam się, czy gdybym przeczytała wcześniej o tych pociągach, a potem dowiedziałabym się o tym śnie, to czy mogłabym coś zaradzić?
Przez te kilka miesięcy od śmierci Krzysia nie byłam gotowa na to, aby zerknąć do tego kalendarza. Bałam się. Zmusiły mnie do tego sprawy związane z załatwianiem odszkodowania za uznanie wylewu jako wypadek przy pracy.
+4 stopnie godz. 19:15, to ostatni wpis Krzysia do kalendarza. Data: 21 listopada 2014 roku. W tym dniu mieli Go zabrać do domu na weekend. Nie zabrali. Za to zabrało Go pogotowie i zawiozło do kliniki, aby po 5 dniach umrzeć.
Teraz, gdy spotykam ciężarówki, patrzę na nie z jednej strony z taką złością i niechęcią, a z drugiej strony, mam nadzieję, gdy przyjdzie mój czas, to przyjedzie po mnie mój Gucio i chociaż raz się z Nim przejadę, ale za to tam, gdzie wreszcie będziemy mogli żyć razem. Wiecznie.

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz