piątek, 12 czerwca 2015

Moje życzenia.

   Powiadają, że jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, to powiedz Mu o swoich planach. Tak, coś w tym jest. Jakieś ziarenko prawdy. My z Guciem też mieliśmy swoje plany, które zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Złej różdżki.

  To, o czym marzę teraz, mam taką cichą nadzieję, że się ziści. Nie potrafię cofnąć czasu, nie mam mocy wskrzeszania zmarłych, ale mam pragnienia. Tak. Pozwoliłam sobie mieć niewielkie życzenia, które nie zależą ode mnie. 

   Pierwsze, to chciałabym umrzeć, zanim pojawi się u mnie Alzheimer i stracę pamięć. Nie chcę zapomnieć kogoś, kogo kochałam i wciąż kocham. Niektórzy powiedzieliby, że wtedy przestałabym cierpieć z tęsknoty. To na pewno. Ale żyć tak bym nie chciała.

   Drugie, to to, żebym nigdy nie musiała trafić do szpitala, chyba że od razu po swoją śmierć. Brzmi trochę upiornie i przerażająco, ale dla mnie ma to sens. Kilka razy byłam w szpitalu na dłuższy pobyt. Jako pacjentka oczywiście. Zawsze wtedy był przy mnie mój Gucio. Opiekował się mną, siedział przy moim łóżku po mojej ostatniej  operacji, która miała miejsce na miesiąc przed Jego śmiercią. Również i On był w zeszłym roku w szpitalu. W czerwcu. Miał zakładanego stenta z powodu genetycznie zwężonych tętnic. Wtedy Gucio powiedział mi, że jestem jedyną odwiedzającą, która siedzi najdłużej przy łóżku. A jakże mogło być inaczej? Miałam wejść tylko na 15 minut? 

  Niektórzy, być może zarzucą mi dziecinność i domaganie się opieki. Ale tak naprawdę, gdyby znaleźli się na moim miejscu, też by chcieli mieć ukochaną osobę blisko siebie, gdy choroba kładzie do szpitala. Każdy człowiek tego potrzebuje. Jeśli ktoś temu zaprzecza, oszukuje sam siebie. 

   To są moje pragnienia. Przedostać się na drugi brzeg z pamięcią o moim Guciu, wiedząc, że On będzie czekał na mnie na końcu mostu.

  

 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz