"Jeśli się oddaje komuś serce i ten ktoś umiera, czy zabiera ofiarowane serce ze sobą? Czy potem do końca życia chodzi się z wielką dziurą w środku, której już nic nigdy nie zdoła zapełnić?"
Jodi Picoult.
Co za dziwny dzień!
Dzisiaj mamy 23 czerwca 2015r. Międzynarodowy Dzień Wdów i Dzień Ojca. Połączone ze sobą w ciągu jednego dnia.
Nigdy nie myślałam, że zostanę wdową. Gdy Krzyś wyjeżdżał w trasę, nawet bałam się o sobie mówić "słomiana wdowa". Żeby losu nie kusić. A jednak mnie dopadł. Uderzył prosto w serce robiąc w nim wielkie spustoszenie.
Wraz ze śmiercią Krzysia 3/4 mnie umarło. Nie połowa, ale prawie całość. Doprawdy nie wiem, jakim cudem jeszcze oddycham? Szamoczę się z każdym dniem niczym zapaśnik na macie.
Gdy spojrzę wstecz za siebie, to dokładnie rok temu, Krzyś był przyjmowany na kardiologię. Na zabieg koronarografii. Pamiętam, jak bardzo się wtedy bałam. Mój Boże... Kto by przypuszczał, że po roku dzisiejszy dzień będzie się tyczył właśnie mnie? Jako wdowy.
A Dzień Ojca? Jakież to radosne święto ma być w naszej rodzinie? Mój Tato żyje. Ale cóż to za życie, jeśli moja Mama gaśnie w oczach, a On musi na to patrzeć od początku Jej choroby? A Jasiu? Przecież On stracił Ojca. Stanowczo za wcześnie!
Jakież to życie okrutne! Rodzisz się, kochasz, a potem przychodzi nagle śmierć, niczym złodziej nocą, i zabiera Twoją drugą połowę. Tak o, po prostu. Nigdy nie pogodzę się z istnieniem śmierci. Bo czyż na rozbój można dać zgodę?
Jestem wdową, ale tylko na papierze. Wciąż bardzo związana z moim Guciem. On wie. Nie na darmo mówił do mnie, że jestem taka "przyklejka". Nic i nikt Go nigdy nie zastąpi. Będę sobie "żyła" dalej z wielką dziurą w sercu, dopóki nie nadejdzie mój czas.

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz