wtorek, 4 sierpnia 2015

Stresujące wizyty.

  W niedzielę dowiedziałam się, że jestem przekorna. A to dlatego, że po raz kolejny ośmieliłam się mieć swoje własne zdanie na pewne tematy. Zupełnie inne niż mój Tato. Ale od początku.

  Postanowiliśmy z Jasiem, że odwiedzimy mojego Ojca. Posiedzimy, pogadamy... Na początku poruszyliśmy temat Powstania Warszawskiego. Stwierdził, że powstanie było głupotą. Że Niemcy zniszczyli całą Warszawę, że ludzie porwali się z motyką na słońce. Że powinni się poddać tak, jak to zrobiła Praga w Czechach i zachowała piękną Starówkę. To ja Tacie powiedziałam, że nie można tak łatwo oceniać, bo nie żyliśmy w tamtych czasach, nie żyliśmy w Warszawie i nie byliśmy Warszawiakami. I tak naprawdę nie wiemy, co musieli wtedy przeżywać. 

  No i się zaczęło. Że wszyscy myślą tak jak On, że tylko ja się nie zgadzam i to w 90% to, co mówi. Czy to moja wina, że mam mózg i nie jestem tak skonstruowana, że na wszystko muszę odpowiadać "TAK"? 

  Poruszyłam również temat Taty przyjaciela, któremu zmarła żona. Po raz kolejny dziwi się Jemu, że je zupki w proszku i byle jak. "By sobie mógł naleśników usmażyć. Ma przecież tyle czasu." O Bogowie! Aż mi się cisnęło na usta życzenia, aby On i moja Mama umarli jednocześnie. Żeby nie musiał się przekonywać, jak to jest stracić kogoś, kto był całym życiem. Ale ugryzłam się w język i na spokojnie wytłumaczyłam. Nie wiem, czy zrozumiał, bo jakoś tak z niedowierzaniem patrzył, jakbym jakieś herezje opowiadała.

  To samo tyczyło się mojego wyznania, że nie robię już gimnastyki. Że nie odczuwam potrzeby. Że po prostu mi się nie chce. Że nie mam motywacji. Że bardziej wolę kijki. Powiedział, że to źle. Że robię to dla siebie.

  Dla siebie? Po co? Przecież mnie już prawie nie ma. Balansuję pomiędzy dwoma brzegami. I pomyśleć, że kiedyś, gdy zdarzyło mi się nie poćwiczyć jednego dnia, to miałam wyrzuty sumienia.

  To niesamowite, jak śmierć UKOCHANEJ osoby zmienia człowieka o 180 stopni. 

  Ale wracając do tematu Taty. Fakt, dużo nam pomaga. Bardzo to doceniamy. Ale czasem złości mnie to, że nie potrafi wczuć się w czyjąś sytuację i nie potrafi uszanować tego, że ktoś może mieć odmienny pogląd na pewne sprawy. 

  Nie wiem, ale na drugi raz będę musiała zostawiać swoje odczucia za drzwiami i szukać takich tematów do rozmów, żeby obniżyć stres do minimum.

 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz