piątek, 21 sierpnia 2015

Historia pewnej podróży.

 21 sierpnia 2014 roku, czyli dokładnie rok temu.

 Doskonale pamiętam tamten dzień. Jakże mogłabym o nim zapomnieć? Ale od początku.

 Po czerwcowej koronarografii, Krzyś miał zwolnienie lekarskie. Było dosyć czasu, aby gdzieś pojechać, coś ciekawego zobaczyć. Wpadłam na pomysł, abyśmy się przejechali za zachodnią granicę, nad Jezioro Hellenesee. Jako dziecko spędzałam tam wakacje i byłam tym miejscem zauroczona. Chciałam się przekonać, czy po tylu latach jest tak samo fajnie, czy coś się zmieniło?

  Odwiedziliśmy również Opactwo Cystersów Neuzelle. Może bym o tym nie wspomniała, gdyby nie jeden fakt. Na środku kościoła stał podest, na którym stały świeczki, aby można je zapalić w pewnej intencji. Przypominam sobie, że wspólnie z Krzysiem i Jasiem zapaliliśmy po kilka świeczek. 

  Żadne z nas nie powiedziało, w jakiej zapala. Miałam 3 intencje, wśród której było również to, aby Krzyś był zdrowy i żeby wszystko pomyślnie się ułożyło i żeby po tej całej koronarografii Krzysia nie było żadnych komplikacji.

  Czyż los nie jest okrutny? Dokładnie 3 miesiące później Krzyś dostał wylewu. Również w Niemczech. Kto by przypuszczał, że teraz z Jasiem będziemy palić znicze na cmentarzu, na grobie Krzysia? Czy wiadomo, jaką intencję miał mój Gucio? A może to, że chce być wreszcie razem ze mną?

  Ks. Jan Twardowski napisał kiedyś: "Można odejść na zawsze, by stale być blisko." Jeśli tak, to dlaczego z każdym dniem czuję się coraz bardziej pusta i wyjałowiona, samotna i ograbiona ze wszystkiego, pomimo, że czuję Gucia obecność? Pomimo, iż wciąż mam Go w sercu, a miłość do Niego się wcale nie zmniejszyła? Ale to jest nienamacalne. Jego nie można dotknąć. Nie można się przytulić. Nic nie można!

  Wracając do tamtego dnia, to Krzyś za bardzo nie chciał jechać. Powiedział, że robi to tylko dla mnie, żebym miała frajdę z zobaczenia miejsca z moich szczenięcych lat. Szczerze powiedziawszy, to od pewnego czasu nie lubił jeździć do Niemiec. Źle się tam czuł. Ale to dopiero się o tym dowiedziałam po tej naszej wycieczce. Nie wiem, może jakaś przykrość Go tam spotkała, o której mi nic nie powiedział. A może już wtedy przeczuwał swój koniec?

  Mogę sobie teraz tylko gdybać i przypuszczać. Nie zmieni to niczego.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz