"Bo niech pan sam powie, co ma człowiek tak naprawdę z życia?
Za te wszystkie starania, zabiegi, bezsenności, strapienia, co ma?
A niech pan doda jeszcze choroby, inne nieszczęścia, co ma?"
Wiesław Myśliwski.
Życie. Ponoć najcenniejszy dar, jaki otrzymaliśmy od... No właśnie. Od kogo? Od Boga, z którym po śmierci Krzysia jestem na bakier, czy od losu, którego znienawidziłam? A może Bóg = los? Zresztą, czy w mojej sytuacji ma to jakieś znaczenie?
Usiadłam wczoraj wieczorkiem na ławce. Na skwerku, przy baszcie. Zawsze wybieram to samo miejsce odpoczynku, gdy tą trasą chodzę na kijki. Było przyjemnie, wiatr powiewał, to pozwoliłam sobie na dłuższy odpoczynek. W końcu i tak nie spieszyło mi się do domu.
Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego to wszystko musiało mnie spotkać? Może gdzieś popełniłam jakiś błąd? I co mi teraz z tego życia pozostało? Czy na coś jeszcze czekam? I dlaczego wciąż przy nim trwam pomimo tej pustki i samotności? Może jestem tchórzem, żeby to wszystko przerwać? Wystarczyłoby wybrać sposób i miałabym święty spokój. Bo czyż aktualne życie jest dla mnie rozkoszą? Nie. Jest utrapieniem.
Ustalmy fakty.
Jestem matką 25-letniego syna. To już mężczyzna, nie dziecko. Za duży, żeby prowadzić za rączkę, co nie znaczy, że gdy będzie potrzebował mojej pomocy lub wsparcia, to się odwrócę od Niego. Przecież to nasza (moja i Gucia) krew i nasze kości. Mieszka ze mną tylko dlatego, że śmierć Krzysia pokrzyżowała Jego plany. Jasiu już dawno odciął pępowinę. I bardzo dobrze. Nie chciałabym być mamą maminsynka i nie chcę przelewać swoich uczuć do Krzysia na Niego. Zrobiłaby się niezdrowa atmosfera.
I to wszystko. Nie mam nic ponadto.
Za życia Krzysia, te krótkie rozmowy telefoniczne, zjazdy do domu co trzeci weekend, to wszystko wydawało się mało. Gdy Go zabrakło, okazało się, że to było baaardzo dużo. Nie zawahałabym się powiedzieć, że było to prawie wszystko.
Czy mogę oczekiwać jeszcze czegoś pozytywnego w moim życiu? Jedyne, czego chciałabym, to doczekać momentu, w którym Jasiu odbiera dyplom ukończenia studiów.
Choć moja dusza i moje serce wpatrzone w stronę, gdzie mój Gucio przebywa, to mam nadzieję, że tym razem los nie spieprzy tego.

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz