środa, 9 września 2015

Spotkanie z Bachusem, czyli Winobranie.

  Postanowiłam wybrać się dzisiaj do Zielonej Góry, aby zobaczyć co ciekawego dzieje się na Winobraniu.

  Pojechałam autobusem. Mój Boże, jak ja dawno nim nie jechałam. Wiele lat temu. To nie było dla mnie łatwe wyzwanie. Z moją sprawnością wejść na tak wysokie schody, to nie lada wysiłek. A dodatkowo jeszcze od wczoraj boli mnie noga, od prawego kolana po biodro. Ale jakoś dałam rady.

  Ostatni raz w Zielonej Górze byłam jeszcze przed moją operacją, a więc w październiku zeszłego roku. Byliśmy razem z Krzysiem, na zakupach. 

  Zielona Góra to moje ukochane miasto. Tu miałam pracę, którą uwielbiałam, tutaj Gucio mi się oświadczył. W Zielonej Górze również po ślubie mieszkaliśmy przez jakiś czas, tu urodził się Jasiu. 

  Wracając do dzisiejszej wycieczki, to jakoś dziwnie się z tym czuję i przykro mi, że muszę sama jeździć. Tzn., gdyby Krzyś byłby aktualnie w trasie, nie przeszkadzałoby mi to. Mogłabym Mu się pochwalić, opowiedzieć. 

  Praktycznie na Winobraniu, na Starym Rynku nie dzieje się nic ciekawego. Ludzie porozkładali swoje stragany. Trochę chińszczyzny, trochę góralszczyzny, gofry i inne rzeczy. Najciekawsze wydarzenia mają miejsce, gdzie niestety nie dam rady dojść. Za daleko. A i z autobusami podmiejskimi różnie bywa. Jedyną pozytywną rzeczą mojej dzisiejszej wyprawy było wypicie kawy i zjedzenie kawałka tortu w dobrej cukierni oraz zakup prażonych orzeszków ziemnych na stoisku winobraniowym. 

  Wracając, mijałam leśne tereny. I od razu mi się przypomniało, jak zawsze wracaliśmy z Krzysiem z Zielonej Góry. Przyjeżdżaliśmy do domu, robiliśmy sobie herbatkę i ciacho, które upiekłam i spędzaliśmy miło czas. Tak mi się smutno na sercu zrobiło...

  Niestety, to już przeszłość. A ja nie jestem pewna, czy mi się chce samej jeździć do Zielonej Góry. 

  Wróciłam do domu zmęczona, pomimo, że byłam tam tylko 2,5 godz. Po drodze zaszłam jeszcze do sklepu, kupiłam tabletki przeciwbólowe i przy okazji lody wieloowocowe. Tak mnie jakoś naszło.

  Ot i całe Winobranie!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz