"Śmierć wcale nas
nie dotyczy. Bo gdy my istniejemy, śmierć jest nieobecna, a gdy
tylko śmierć się pojawi, wtedy nas już nie ma."
Epikur.
Cytat jakże prawdziwy, lecz trudny do ogarnięcia, gdy w głowie pojawiają się natrętne myśli o śmierci, które zjawiły się, nawet nie wiem, kiedy.
Nie potrafię przeskoczyć tego tematu, owładnęły one mój mózg i widać im tam dobrze. W sumie, wiedziały gdzie trafić.
Człowiek, który przyzwyczaił się do pewnego porządku, do tego, że UKOCHANA osoba będzie przy nim, wcale nie myśli o śmierci. Dopiero, gdy jej zabraknie, myśli potrafią dopaść i nie odpuścić.
Zastanawiam się, w jaki sposób i kiedy umrę? Czy wychodząc z domu na kijki lub na zakupy, wrócę do niego? Czy kładąc się spać, obudzę się z rana? Czy gotując obiad, nie chwyci mnie zawał albo udar i nie narobi szkody pozostałym mieszkańcom mojego bloku? I wiele innych. To takie męczące.
W sobotę byłam u Cioci. Nie dość, że dwukrotnie przeżyła śmierć swoich mężów, to jeszcze na dodatek kilka lat temu straciła córkę. Zwierzyłam się jej, że po śmierci Krzysia dostałam jakiejś obsesji na punkcie umierania. Spytała mnie, czy chciałabym umrzeć? Ja powiedziałam, że z jednej strony tak, a z drugiej lękam się. No bo jakoś nie potrafię sobie wyobrazić tego, jak to będzie, gdy przestanę istnieć. Ona mi powiedziała, że człowiek przecież rodzi się po to, aby umrzeć. Twierdzi, że jeśli jestem wierząca, to nie powinnam się bać. Tyle tylko, że ja się pogubiłam w tej wierze. Ja to wszystko wiem, ale dla mnie kompletnie bez sensu. Człowiek przecież rodzi się do życia, a potem ma to wszystko zostawić?
Szczerze powiedziawszy zazdroszczę Cioci, że ma takie podejście. Może zbyt mało czasu upłynęło od śmierci Krzysia, abym mogła to wszystko pojąć?
Ktoś mógłby sobie o mnie pomyśleć "Mój Boże, jaka ona niedojrzała. Chciałaby żyć wiecznie na tym świecie?" Wiecznie, nie. Ale dożyć do starości wspólnie z Guciem, ciesząc się z sukcesów Jasia, jak najbardziej. Czy żądam za wiele?

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz